Kiedy ktoś wybiera się do restauracji albo kupuje jakąś przekąskę w barze, zwykle nie zastanawia się nad tym zbyt długo.
Dzień w dzień wydaje się tam setki tysięcy posiłków, które nikomu nie szkodzą. Niemniej nawet w krajach wysoko rozwiniętych goście zakładów gastronomicznych niekiedy nabawiają się groźnych chorób. Na przykład w pewnej restauracji zachodnioeuropejskiej 150 osób zatruło się świątecznym obiadem. Później wyszło na jaw, że pieczone indyki krojono na tych samych deskach, na których wcześniej przygotowywano surowy drób. W wyżłobieniach desek odnaleziono bakterie salmonelli. Podczas siedmiodniowej wycieczki morskiej co piąty pasażer nabawił się biegunki. Jak się okazało, kuchnia okrętowa była brudna, ciasna i miała nieodpowiednią spiżarnię. Jedzenie długo leżało na bufecie zamiast w lodówce, a jeśli coś pozostało, było podawane następnego dnia. Nieostrożne obchodzenie się z żywnością przysparza kłopotów nawet w krajach zamożnych, a w państwach biedniejszych powoduje wręcz katastrofalne skutki.